Mariusz Przybyła: Proszę przedstawić się, powiedzieć parę słów o sobie.
Jan Filip Libicki: Mam 40 lat. Od 2005 roku jestem posłem na Sejm, wcześniej przez 3 lata byłem radnym Rady Miasta Poznania. Wcześniej byłem między innymi doradcą prezesa Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych. Moja aktywność publiczna była do tej pory bardziej związana z Poznaniem, co nie znaczy, że będę Państwa gorzej reprezentował, bo przypadki parlamentarne tej ziemi są różne – od pana Steca po pana Kalembę, którzy nie są stąd, a reprezentują ten okręg tak, jakby tu mieszkali. Są też przypadki negatywne, myślę, że nie warto wymieniać tych osób, ale myślę, że ci, którzy się interesują polityką na pewno wiedzą o kim mówię. Stoję przed pewną szansą. Jeśli dojdzie do tego, że zostanę wybrany, to będę wypełniać swój mandat tak, jak osoby, które wymieniłem.
Powiem też dlaczego zdecydowałem się kandydować. Drogę do tego miejsca, w którym się obecnie znajduję miałem długą i burzliwą. To ważne, zwłaszcza, że przy wyborach jednomandatowych liczy się nie tylko przynależność partyjna, ale również to, co dany kandydat swoim prowadzeniem kampanii, swoją argumentacją prezentuje. Z drugiej strony, dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że kandyduje się z okręgu, w którym się nie działa. Zastanawiam się nad kwestią w jaki spośób okręgi jednomandatowe zmienią funkcjonowanie Senatu. Myślę, że niezbyt wiele się zmieni i w tej kadencji będą jeszcze dominowały ugrupowania polityczne, ale niewątpliwie Senat jest tym miejscem gdzie trwa dyskusja, czy Senat ma być izbą bardziej samorządową, polityczną, czy może ma być miejscem, w którym będą zapewnione dożywotnie mandaty dla byłych prezydentów. W moim mniemaniu takie miejsce powinno być. Wybory w okręgach jednomandatowych to wstęp do tego, że ta dyskusja będzie się przeradzać w konkretne zmiany i w takim ciekawym procesie z punktu widzenia funkcjonowania państwa, czy z punktu widzenia koncepcji organów konstytucyjnych, chciałbym też uczestniczyć. A już zupełnie osobiście, gdybym został senatorem, byłbym pierwszym senatorem niepełnosprawnym. Przechodziłem coś podobnego w Sejmie. To jest pewna okazja do pokazania przykładu innym instytucjom publicznym.
MP: Działalność i program wyborczy.
JFL: Podzieliłbym to na dwa obszary zagadnień - na sprawy, którymi chciałbym się zająć w okręgu wyborczym oraz na sprawy, na których chciałbym się skupić z punktu widzenia problemów ogólnopolskich. Zaczynając od okręgu, to wychodzi we wszystkich dyskusjach na terenie okręgu stoimy przed wielką szansą dla tego regionu. Mówię o połączeniu Berlina z Poznaniem. To nie jest tylko teoria, ale istnieje konkretny przykład w Polsce miejsca, gdzie takie połączenie spowodowało skok cywilizacyjny. To jest przykład Wrocławia i miejscowości ościennych. My już za miesiąc staniemy wobec takiej sytuacji i moim zdaniem powinniśmy ją jak najlepiej wykorzystać. To jest kwestia zainteresowania naszych zachodnich sąsiadów turystyką. Doświadczenia wrocławskie pokazują, że ta droga jest przełamaniem pewnej bariery mentalnej. Jeśli Poznań myśli jak zachęcić Niemców do spędzania czasu w tym mieście, to powinny o tym pomyśleć również miasta znajdujące się bliżej granicy. Jeżeli byłbym wybrany chciałbym w szybkim czasie zaprosić tych, którzy we Wrocławiu wykorzystali tę szansę, aby porozmawiać z nimi co im się udało a czego nie się zroobić udało.
Jeśli chodzi o ten rejon, jest także kwestia, jak wszędzie, czyli co zrobić ze szpitalami? W jakim kierunku pójdziemy jeżeli chodzi o ich specjalizację? W każdym z okolicznych powiatów znajduje się szpital powiatowy. Jeżeli wszystkie będą funkcjonować tak samo, to okaże się, że będzie ich za dużo.
Jeśli chodzi o kwestie ogólnopolskie, nie udało nam się znieść pułapki rentowej dla osób niepełnosprawnych. Chodzi o to, że osobom niepełnosprawnym nie opłaca się zarabiać więcej niż określoną kwotę, bo zabiera się wtedy rentę. Trzeba zbadać ten próg, do którego system był efektywny i podjąć w tym kierunku jakieś działania.
Kolejna sprawa - przez dwadzieścia lat chlubiliśmy się, że wzrosła w Polsce liczba osób z wyższym wykształceniem. Dziś się okazuje, że ta sytuacja ma też negatywne skutki. Wielu socjologów, politologów, historyków nie ma pracy. Tu trzeba dokonać oceny tych dwudziestu lat i zastanowić się, czy nie warto by było wzorem czeskim powiedzieć sobie, że więcej środków idzie na szkolnictwo zawodowe i postawić na to, aby pracodawcy współpracowali z ośrodkami szkolnictwa zawodowego.
Wielkim wyzwaniem ogólnym jest także budżet unijny i ile będziemy z niego mieli na okres 2013 – 2020 roku.
MP: Startuje Pan z ramienia PO. Wcześniej startował Pan w barwach innego ugrupowania. Nie obawia się Pan, że za rok poglądy znów mogą ulec zmianie?
JFL: Nie obawiam się z kilku powodów. Pierwszy - oczywiście byłem w różnych formacjach politycznych, jednak poglądy, które głosiłem, przez cały czas są takie same. Bardzo konserwatywne w sferze wartości i dość liberalne w sferze ekonomicznej. Ja się czuję jak sierota po POPiS-sie. Kilka lat temu, kiedy wyborcy szli do wyborów, to albo głosowali na PIS, albo na PO, bo uważano, że dojdzie do koalicji. Niestety tak się nie stało. Spowodowało to trwałe zmarginalizowanie lewicy postkomunistycznej, co było jedynym plusem.
MP: Wracając do kwestii lokalnych. Wspominał Pan o możliwościach rozwoju związanych z autostradą. Czy można zrobić coś więcej w sprawie wolsztyńskiej parowozowni? Czy działalność senatorska może mieć wpływ na podjęcie jakiś działań w tej sprawie?
JFL: Myślę, że tak. W takim zakresie, w jakim parlamentarzysta ma możliwość interweniowania na rzecz konkretnych inwestycji i projektów. Jednak trudno jest lobbować za czymś, jeśli nie ma konkretnych pomysłów. Nie chcę powiedzieć, że takiej w sprawie parowozowni takiej koncepcji nie ma, jednak nie spotkałem się w Wolsztynie z sytuacją, żeby ktoś do mnie przyszedł i powiedział – w związku z tym, że autostrada się otwiera, mamy tu taką markę jak parowozy. Mamy pomysł, aby to ze sobą powiązać. Ja się chętnie włączę jeśli ktoś poda mi konkretny pomysł.
MP: Pytania ogólne, światopoglądowe. Po pierwsze: Aborcja, In –vitro, związki partnerskie.
JFL: Staram się w sprawach światopoglądowych trzymać zasad nauk Kościoła, gdyż jestem katolikiem. Myślę, że jestem jedynym z niewielu kandydatów, który w tej dziedzinie podejmował konkretne legislacyjne przedsięwzięcia. W mijającej kadencji byłem inicjatorem ponownego zgłoszenia społecznego projektu zakazu procedury In –vitro. Głosowałem, wbrew dyscyplinie Platformy Obywatelskiej, za tym, aby dalej pracować nad projektem ustawy o pełnym zakazie aborcji.
Jeśli chodzi o kwestię In – vitro, jest jedna kwestia przekonań i zarazem kwestia praktyczna. Jeżeli w kwestiach bioetycznych przekroczymy pewną granicę, a w moim przekonaniu, ulegalnienie tej procedury jest przekroczeniem pewnej granicy, to potem trudno jest wyznaczyć kolejną granicę w tej dziedzinie. W Wielkiej Brytanii naukowcy pracują już nad hybrydami zwierzęco-ludzkimi. To jest czynienie dalszych kroków w dziedzinie bioetycznej, a moim zdaniem tych granic nie powinno się przekraczać.
W kwestii związków partnerskich, dzisiaj pomieszały się pewne pojęcia. Gdy rozmawiam z ludźmi żyjącymi w związku i pytam czemu nie chcą tego związku zalegalizować, pytają oni po co im ten papierek. Następnie w komisjach sejmowych spotykam osoby żyjące w związkach homoseksualnych i oni mówią, że ten papierek jest bardzo dla niech ważny. Jeśli chodzi o dziedziczenie, polskie prawo przewiduje zapisanie majątku nawet osobie niespokrewnionej. To, kto w jakim związku żyje jest jego prywatną sprawą i wyborem sumienia. Gdyby pary hetero, czy homoseksualne były prześladowane, to stanę w ich obronie, bo nie jest zadaniem osób trzecich wyrażanie poglądów na temat tego, jak kto żyje. Instytucje państwowe nie powinny tego regulować. Uważam i powiedziałem to wprost, na jednej z podkomisji, panu Biedroniowi i działaczom Kampanii Przeciw Homofobii, że w ustawie o związkach partnerskich mówi się o osobach różnej płci, tylko po to, aby łatwiej było tę ustawę „przepchnąć”. Podobnie podczas Parady Równości, w której uczestniczą osoby homoseksualne, mówi się o tolerancji i o tym, że biorą w niej udział również osoby niepełnosprawne. Nie mówi się wtedy szczerze. Wykorzystuje się niepełnosprawnych, aby promować postulaty, co do których powszechnej zgody nie ma, co mnie szczególnie boli.
MP: Czyli w tych kwestiach światopoglądowych pozostaje Pan poza dyscypliną partyjną?
JFL: Kiedy przystępowałem do Platformy Obywatelskiej, zapewniano mnie, że w tej kwestii dyscypliny nie będzie. Była dyscyplina dotycząca społecznego projektu dotyczącego aborcji i ja wraz z piętnastoma innymi posłami PO, tę dyscyplinę złamałem, za co mieliśmy zostać ukarani. Powrócono do zasad, że tej dyscypliny jednak nie będzie. Dyskusje na ten temat trwają za długo. Kwestia In –vitro powinna być rozwiązana już dawno. Trzeba to jakoś uregulować. Wszyscy mamy inne poglądy, ale Parlament jest od tego, aby znaleźć rozwiązanie, które uzyska większość.
MP: Legalizacja miękkich narkotyków.
JFL: Trudno mi powiedzieć, czy można to zagadnienie wpisać w nauczanie Kościoła. Generalnie jestem przeciwko. Boję się przesuwania granic w tych trudnych tematach. Jak wejdziemy na jakąś drogę, to trudno będzie z niej zejść.
MP: Parytety.
JFL: Głosowałem przeciwko parytetom. W Internecie można obejrzeć moją argumentację. Zawsze odnoszę to do siebie i osób niepełnosprawnych. Gdy dojdzie do ogłoszenia parytetów dla osób niepełnosprawnych, wtedy ja nie wystartuję. Bo ja chcę wygrać w normalnej konkurencji, a nie dlatego, że ktoś mnie weźmie na listę, bo będzie miał ustawowy wymóg parytetu. To się zaczyna niewinnie, a na pewnym etapie zapytamy gdzie jest demokracja? A w demokracji chodzi o wolny wybór, a to jest jego ograniczanie moim zdaniem.
MP: OFE
JFL: Rząd ograniczył strumień pieniędzy płynących do OFE, a ja nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. To były pieniądze Polaków, a była podpisana z nimi umowa w tej sprawie. Jeżeli przyjmiemy, że mamy sytuację kryzysową, to musimy podjąć w tym czasie odgórnie pewne decyzje, które w normalnych warunkach byłyby nie do przyjęcia. Jeżeli byłaby taka konieczność, powiedziałbym trudno. Ale tu pojawia się pytanie, co się stanie kiedy ten kryzys minie? Czy wrócimy do poprzedniego stanu, czy uznamy, że opinia publiczna o tym zapomniała i pozostajemy przy tej opcji kryzysowej? Jeśli wrócimy do poprzednich warunków, to powiedziałbym trudno, ale nie chciałbym, aby to tak zostało. Mam zaufanie do OFE. Można wprowadzić zmiany wewnątrz samego systemu, obniżając próg założenia funduszu, pozwolić na szerszy wachlarz instrumentów finansowych. Każdy z nas dostaje informację ile się w danym roku odłożyło. W porównaniu z ZUS, który jest instytucją, która wydaje na bieżąco, OFE są lepsze, bo wpływają na rynek kapitałowy, inwestują na giełdzie itp. Jeżeli chodzi o to, czy OFE miałoby być obowiązkowe czy nie, przyznaję, że musiałbym bardziej zgłębić temat, aby się wypowiedzieć w wiążący sposób. Ale generalnie uważam, że mogłyby nie być obowiązkowe.
MP: Rynek pracy dla młodych osób.
JFL: Dziś mamy problem z przyciągnięciem inwestorów i inwestycji, a z drugiej strony, gdy oni już się pojawią, powinni znaleźć tu wykwalifikowanych pracowników. I to są dwie rzeczy, o których już powiedziałem, inwestycje infrastrukturalno – drogowe, a po drugie rozwój szkolnictwa zawodowego, a tym samym próba rozwinięcia przekonania o tym, że nie wszyscy muszą mieć tytuł magistra, bo tytuł nie zawsze gwarantuje pracę. Ostatnio częściej nawet nie gwarantuje.
Pytania z sali
- Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że tytuł magistra nic nie daje. Oczywiście takie wykształcenie jak teraz na pewno nic nie daje. To jest wielkie oszukiwanie młodzieży i atrapa. Powinno dojść do reformy edukacji i kształtowania postaw wśród młodych, którzy nie będą czekać, aż przyjedzie Koreańczyk, czy inny inwestor zza granicy i da pracę, tylko my damy ją Koreańczykowi. Edukacja jest odtwórcza. Powinno się stawiać na kreatywność. Sednem sprawy jest problem jakości kształcenia młodych ludzi. Młodzież jest sfrustrowana, bo dostają tylko papierek, a Ci, którzy są dobrzy siedzą za granicą.
JFL: W dużej mierze się z Panem zgadzam. Słyszałem ostatnio o kierunku magister kosmetologii. To jest mącenie w głowie młodych ludzi. Czy nie lepiej jak będzie się uczyć praktyki? A kreatywność, o której była mowa, to jest pochodna natury. Albo ktoś jest kreatywny, albo nie.
- Ale na wielu kierunkach humanistycznych uczy się kreatywności. Badania mówią, że przyszłość należy do socjologów. Problem leży w tym, że w Polsce mamy tylko trzy dobre ośrodki akademickie. Chciałem się również odnieść do sprawy OFE. Moim zdaniem nie powinno się poszerzać wachlarza instrumentów, gdyż może to doprowadzić do tragedii, kiedy te pieniądze w ogóle nie zostaną wypłacone.
JFL: W Pana wypowiedzi zostały poruszone dwie kwestie. W sprawie tych wyższych uczelni. Przytaczając pogląd pana premiera Orbana: "Na Węgrzech jest 27 Uniwersytetów i żaden nie jest w światowej czołówce. Po zamknięciu 13-tu oczekuję, że choć jeden z pozostałych w tej czołówce się znajdzie". Jest to może pewne uproszczenie, ale myślę, że nam w kwestiach edukacyjnych przydało by się to. Nie chcę powiedzieć, że edukacja nie jest rzeczą ważną. Jednak tytuł magistra dziś, to nie to samo co kiedyś. Dziś doktorat to trochę jak magister kiedyś. Należałoby się zapytać skąd się to wzięło, że mamy wzrost ilości kosztem jakości? A w sprawie OFE, powiedziałem, że warto jest wprowadzić obniżenie tego progu kapitałowego, który jest potrzebny do tego, aby ten fundusz założyć. Wtedy będzie ich więcej, bo im jest ich mniej, tym większe zagrożenie nacisków giełdowych.
- Z Pana wypowiedzi wynika, że gdyby moje dziecko chciałoby zostać politologiem, bądź historykiem sztuki będzie musiało porzucić swoje ideały i pójść na inne studia lub do zawodówki? Druga kwestia wiąże się z pluralizmem światopoglądowym ówczesnych partii politycznych, którego jestem świadom i ten pluralizm wynika również z Pana wypowiedzi. Jednak uczestnicząc w tych spotkaniach z kandydatami, usłyszałem kilka skrajnie różnych poglądów wśród członków jednej partii. Choćby w kwestii OFE. Powrócę jednak do poprzednich kwestii. Strasznie mamy dużo transferów politycznych i właściwie trudno się rozeznać na kogo głosujemy i jakie dana partia ma poglądy. Zmierzam do tego, czy to nie jest tak, że Ci posłowie emigrują do partii, która ma władzę, a tym samym oni sami mogą na tym zyskać?
JFL: Nie mogę się wypowiedzieć za wszystkich migrujących posłów. Ludzie mają rożne powody i motywacje. Trzeba im popatrzeć w serce i duszę, aby dojrzeć jakie to są powody. Ja mogę mówić o sobie. Uważam, że bardzo niedocenianą partią była AWS. Dla mnie to był taki barometr. Kiedy w 2001 przeszedłem do PiS-u, to ludzi z AWS i PiS-u było po połowie. Dzisiaj jeśli popatrzeć w jaką stronę ewaluował PiS, to można powiedzieć, że poglądy reprezentowane przez AWS, jako partii centroprawicowej, są widoczne w PO, a nie są widoczne w PiS-ie.
- Pan widział PiS od środka. Co wpłynęło na radykalizację poczynań tej partii?
JFL: Z doświadczeń własnych, a także innych osób wiem, że Jarosław Kaczyński nie uznaje wielonurtowości w partii. Uważał to za wysoce szkodliwe i niebezpieczne. Moim zdaniem, aby partia mogła się liczyć, musi być wielonurtowa. Bo nawet z tych wielu nurtów możemy stworzyć wspólną formę. W tej chwili są bardziej złożone kwestie, między innymi Smoleńsk, który Kaczyńskiego osobiście bardzo mocno dotknął. Człowiek, który jest singlem, ma też tendencję do tego, że bardzo mocno wszystko przeżywa, bo nie ma domu, ani rodziny, gdzie mógłby zapomnieć o pracy. Tak jest z Jarosławem Kaczyńskim, że oprócz tego, że stracił brata bliźniaka, z którym był mocno związany, a do tego stracił też osoby, które były w stanie mu doradzić i zwrócić uwagę na to, co robi nie tak. Dzisiaj takiej osoby przy Jarosławie Kaczyńskim nie ma. Głównym paliwem dla PiS-u są osobiste tragedie kogoś, kto tą partią kieruje. No tak się nie da. Nie chciałbym, aby gdyby doszło do sukcesu wyborczego tej partii. 90% polskiego życia politycznego toczy się wokół tragedii smoleńskiej.
- Ja mam pytanie dotyczące projektu PJN, o którym można mówić, że już umarł. Jak Pan myśli, dlaczego?
JFL: Paradoksalnie zacznę od Platformy. Uważam, że program Platformy, gdy powstawała był bardzo nowoczesny, ożywczy i obywatelski. Niewątpliwie nie wszystko co zostało zaplanowane na początku udało się zrobić. W zamierzeniu PJN miał być powrotem do haseł Platformy z początków jej rządzenia. My się spotkaliśmy z ludźmi, którzy chcieli budować inny PiS i kontynuować dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego. Moim zdaniem można dyskutować nad prezydenturą śp. Prezydenta Kaczyńskiego, ale mówienie o dziedzictwie jest przesadą. Zresztą, moim zdaniem nie można budować dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu. W ramach PJN znalazły się te dwie wspomniane grupy o podobnej liczbie osób, więc nikt nikogo nie zdominował. Trudno było zdefiniować, czy PJN nawiązuje bardziej do Platformy, czy jest przeciw niej. Zresztą trudno utrzymać partię, która zmierza w dwóch przeciwnych kierunkach.
- Czy Pana zdaniem Jarosław Kaczyński ma ludzi, którzy mogliby rządzić Polską?
JFL: Odpowiedź na pytanie leży w różnicy pomiędzy Lechem a Jarosławem Kaczyńskim. Podczas rządów Lecha Kaczyńskiego można było dojść do porozumienia z ludźmi z Pis-u. Czuło się profesjonalizm podległych mu pracowników. Dziś ja takich osób nie widzę. Jednak Jarosław Kaczyński miał dużą zdolność wciągania ludzi z innych środowisk. Czy nadal potrafiłby to zrobić? Nie wiem. W każdym razie w obecnym zapleczu Jarosława Kaczyńskiego nie widzę osób nadających się do obejmowania ważnych w państwie stanowisk.
- A co z kompetencjami minister Fotygi?
JFL: Znów muszę sięgnąć do historii. Nad przywództwem Jarosława Kaczyńskiego ciąży historia Porozumienia Centrum, gdzie było grono ludzi, którzy od niego odeszli. To co jest jego cechą konstytutywną to podejrzliwość. Jest to też główną cechą minister Fotygi. Uważam, że nie jest to dobra cecha ministra spraw zagranicznych. Nie da się prowadzić żadnej dziedziny życia państwa, a w szczególności polityki zagranicznej, podejrzewając wszystkich o wszystko.
- Powiedział Pan, że jest Pan przeciwko aborcji. Mamy ogromny czarny rynek aborcji w Polsce. Mnóstwo kobiet wyjeżdża za granicę aby dokonać zabiegu. Jak to się ma do tego, że w demokracji chodzi o wolny wybór?
JFL: Ja nigdy nie powiedziałem, że aborcja to wolny wybór. Ja mogę wybrać czy chcę się napić kawy czy herbaty. A ten fałszywy wybór podczas aborcji, to jest wybór za osobę trzecią. Nikt nie ma prawa wyboru czy ja mam żyć, czy nie żyć. A czarny rynek? Jest również czarny rynek handlu narkotykami, czy to oznacza, że skoro on jest, to znosimy sankcję karną za handel narkotykami? Odpowiedź brzmi nie. Ja nie mam złudzeń, że my przez przepis prawny zlikwidujemy całkiem jakieś zjawisko, ale prawo ma funkcję wychowawczą. Jest wielu, którzy myślą, że jeśli prawo na to pozwala, to to jest dobre, a na co nie pozwala jest złe.
- Z pewnością wyborem nie jest gwałt? Co w takiej sytuacji?
JFL: Nie jestem w stanie wejść w skórę zgwałconej kobiety. Ale czy jest winą człowieka, że został on poczęty w tragiczny i dramatyczny sposób? Czy z tego powodu on ma stracić życie? Moim zdaniem nie.
MP: Bardzo dziękujemy za spotkanie.
"Piszę, przerywam głuchą ciszę..."
Katarzyna
» GRODZISK - Włamania do samochodów
» GRANOWO - O krok od tragedii
» GRODZISK - Sprawcy uszkodzenia samochodu zatrzymani
» RAKONIEWICE - Piwo i drinki bez koncesji
» ŚWIĘTNO / WILCZE - Zatrzymani złodzieje przewodów
» WIELICHOWO - Święto Pieczarki
» WOLSZTYN - Relacja z koncertu BiFF
» Grodziscy gimnazjaliści z wizytą...
» WIELICHOWO - Święto Pieczarki
» Derby drużyń KS "Płomień" Przyprostynia
Prawo prawem, ale .... . Za komuny...
2012-05-08 12:48 więcej
przez Ragazzaccio
Z przepisów to nie wynika, ale...
2012-05-08 10:16 więcej
przez Marcin_Brudlo
\"Zasadniczo nie ma już odgórnego...
2012-05-02 14:10 więcej
przez Szyderca
Michał Kowalonek wokalistą Myslovitz!!!
To ci wiadomość, zastąpić samego...
2012-04-28 11:35 więcej
przez Szopenowski
GRODZISK - Co w "Słowaku" piszczy?
Słyszałem, że największe zasługi...
2012-04-28 11:33 więcej
przez Szopenowski