Zapraszamy dowyrażania swoich opinii i sugestii dotyczących naszego portalu. Będą one dla nas bardzo cenne, więc pisz co masz na mysli.
Twoja sugestia:
Twój pseudonim:
Każdego miesiąca nasz portal odwiedza ponad 11 000 użytkowników, generując około 30 000 odsłon - zobacz nasze statystyki, skorzystaj z oferty reklamowej.

WOLSZTYN - Spotkanie z Adamem Szejnfeldem

2011-10-03 11:31

Mariusz Przybyła: Kilka słów celem przedstawienia

Adam Sejnfeld: Adam Szejnfeld - marzyciel

MP: Powody kandydowania oraz czym chce się zająć w przyszłej kadencji.

AS: Gdyby zapytać mnie trzydzieści lat temu dlaczego zająłem się polityką, to łatwiej byłoby mi wówczas odpowiedzieć na to pytanie. Dzisiaj, gdy zajmuję się polityką zawodowo, a nie dorywczo, to te motywacje są zupełnie inne. Swoją aktywność publiczną rozpocząłem w 1980 roku, kiedy cały naród zapragnął zrealizować swoje marzenie o wolności. Wtedy jako młody chłopak, dwudziestojednoletni, gdy wybuchły zamieszki w Gdańsku od razu zapisałem się do Solidarności. Jednak jeszcze bardziej zapragnąłem działać i poświęcić się sprawom zmian w Polsce po stanie wojennym. Gdy po półrocznym internowaniu wyszedłem z więzienia, jeszcze mocniej postanowiłem walczyć z systemem, który wsadza ludzi do więzienia i do 1989 roku działałem w podziemnej Solidarności. Gdy wywalczyliśmy niepodległość chciałem wrócić do prywatnej działalności gospodarczej, ale wciągnęło mnie tworzenie samorządów terytorialnych, byłem też burmistrzem, radnym, ale wróciłem do prowadzenia własnego biznesu (pośrednictwo w obrocie nieruchomościami).

Przegrane przez stronę solidarnościową wybory tak mną wstrząsnęły, że wróciłem do polityki, aby w demokratycznej formie walczyć z formacją postkomunistyczną. I żartobliwie mówiąc, po raz drugi wziąłem udział w ruchu, który przywrócił środowiskom demokratycznym władzę w Polsce. Moje zainteresowania przekonywały mnie przez te lata, że nigdy nie osiągniemy tego, co chcieliśmy w nowej Polsce mieć, jeśli nie zbudujemy Polski silnej. Ale nie silnej krzykiem, symboliką, nie silnej anachronizmami, które królowały w Polsce zawsze i do dziś królują – ale heroizmem, patriotyzmem. XXI wiek, to wiek Państw silnych ekonomicznie, a nie politycznie. Dyplomacją nie buduje się siły Państwa. Państwa nie buduje się także militarnie. Potęgę i status buduje się poprzez gospodarkę. Bardzo konsekwentnie te kilkanaście lat temu zacząłem zajmować się gospodarką, finansami publicznym, ekonomią, przedsiębiorczością, rozwojem i do tej pory tym się zajmuję. Dlatego w Parlamencie zawsze pracowałem w komisjach związanych z tą działalnością – w komisji małych i średnich przedsiębiorstw, w komisji ochrony konkurencji i konsumentów, a teraz w komisji przyjazne państwo.

Podczas tej pracy doszedłem do wniosku, że nie będzie można mówić o rozwoju przedsiębiorczości, a także rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, jeżeli życie ludzi w Polsce będzie spętane siecią przepisów, które krępują swobodę. Biurokracja dotyczy wszystkich, dlatego od paru lat moja droga zawodowa rozwija się na dwa nurty – kontynuacja ekonomiczno-gospodarcza oraz nurt aktywności legislacyjnej w zakresie deregulacji i odbiurokratyzowania Polskiego prawa. Pomogło mi w tym doświadczenie człowieka, który działał w wielu dziedzinach, a także wykształcenie prawnicze. Prawo studiuję także z zamiłowania z zacięciem legislacyjnym, gdyż legislatorów w Polsce mamy niewielu. Stworzyłem pakiet zwany "Pakietem Szejnfelda" .Ideą tego pakietu jest państwo, które ufa swoim obywatelom. Mamy w sobie taki gen nieprzyjazności, który musimy z siebie wykrzewić. Tworząc ten pakiet 40-tu ustaw, mieliśmy świadomość, że nic się nie zmieni, jeżeli nie będziemy podejmować decyzji i działań mających charakter pozaprawny. Musimy działać na rzecz zmiany mentalności w Polsce. Jesteśmy na dobrej drodze, ale to jest cały czas droga.

MP: Wspominał Pan, że Wolsztyn się Panu spodobał. Mamy w Wolsztynie swoją perełkę na skale Europy – czyli parowozownię. Czy sprawa naszej parowozowni mogłaby stać się sprawą ogólnopolską, nie tylko regionalną?

AS: Ja funkcjonuję zawodowo przede wszystkim na dwóch obszarach – polityki krajowej w Warszawie i polityki regionalnej, czyli między innymi tutaj, w Wolsztynie. Równie ważny jest dla mnie Złotów, jak i Wolsztyn, Nowy Tomyśl, Chodzież, Międzychód czy Oborniki, dlatego jestem liderem naszej formacji, a nie posłem lokalnym. Dwa tygodnie temu w Wolsztynie byłem 5 razy w ciągu siedmiu dni. Chcę przez to powiedzieć, ze staram się traktować w miarę równo wszystkie powiaty. Ta cześć Wielkopolski jest przepiękna, człowiek czuje się tu jak w miasteczku zachodnioeuropejskim. Na północy, czy południu Wielkopolski nie jest już tak pięknie. Te miejsca nie byłyby jednak tak ładne, gdyby nie samorządowcy, którzy wiele pracy wkładają w rewitalizację przeszłości i budowanie nowoczesności. To się wiąże z parowozownią. Zajmuję się kwestią promocji, więc tak jak w Nowym Tomyślu promują się przez wiklinę, w Pile buduje się promocję przez lotnisko i plany z nim związane, w Wolsztynie należałoby wykorzystać tradycję do rozwoju. To się robi, ale czy z takim efektem jakim by się chciało? Wątpię.

MP: Jednak czy parowozownia może stać się to problemem ponadlokalnym?

AS: Ja bym w ogóle ganił wszystkich, którzy chcieliby z tego robić sprawę tylko lokalną, lokalny walor. Jeśli promocja będzie tylko regionalna, to nic z tego nie wyniknie. To musi być uznane za dobro narodowe i krajowe. Od długiego czasu z panem starostą i radnymi próbujemy podjąć rozwiązania, które zagwarantowałyby dalsze funkcjonowanie parowozowni nadal, zabezpieczyło jej przyszłość. Spotykamy się często z niezrozumieniem lub akceptacją parowozowni, ale tylko jako dobra regionalnego. Kontaktowałem się ostatnio ze starostą Skrobiszem w sprawie zaproszenia do Wolsztyna prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, która zajmuje się promocją Polski za granicą. Wspominałem o tym również ministrowi kultury. Oprócz zaangażowania się władz lokalnych, co jest zrozumiałe, trzeba wciągnąć w tę sprawę także władze krajowe. To jest obiekt, a zarazem żywa materia. Moim zdaniem z tego autentycznego ruchu kolejowego trzeba zrobić krajowy produkt turystyczny, a z parowozowni - muzeum o znaczeniu krajowym. Ja będę to proponował, bo przecież co roku staram się uczestniczyć w paradzie parowozów. Jeśli jednak chcemy skutecznie promować parowozy, to musimy wszystkie działania łączyć z nowoczesnością, gdyż nie da się promować swojego wizerunku tylko na bazie folkloru, elementów tradycji i na tym kończyć. To się nie sprzeda. Musimy się promować nie tylko w kontekście kraju, ale także regionów, jako miejsca, do których warto przyjechać turystycznie, ale także po to, aby inwestować, tworzyć nowe miejsca pracy. Parowozownia powinna być instrumentem do osiągnięcia celów, a celem jest promowanie miasta i regionu, jako nowych miejsc pracy. Dzisiaj miasta konkurują ze sobą, aby utrzymać na miejscu obywateli, zwłaszcza młodych ludzi, przyciągnąć nowych mieszkańców i najważniejsze - aby ściągać kapitał i inwestorów.

MP: Zagadnienia światopoglądowe – aborcja, In vitro, związki partnerskie?

AS: Nie ma takiego tematu, który nie byłby ważny dla dyskusji publicznej. Jednak gdy mamy decydować o przyszłości Polski i Polaków, to musimy wyznaczyć pewne priorytety i ustalić hierarchię. Uważam, ze dla Polski dzisiaj najważniejsze jest zabezpieczyć obywateli przed utratą pracy, finansowania zycia i rodziny. Uważam, że dla wielu ugrupowań to jest temat zastępczy. Politykom z PiS, czy SLD trudno jest mówić o ekonomii, gospodarce. Dlatego starają się wywołać tematy jak aborcja, czy invitro, bo one działają na emocje.

Chcę powiedzieć, że nie wywołuję takich tematów, gdyż dla Polski jest ważniejsze, żeby rząd po 9 października skupił się na najistotniejszych sprawach, czyli podjęciu skutecznych negocjacji z Komisją Europejską i państwami UE w sprawie pieniędzy na nową perspektywę finansową. Jesteśmy w stanie wynegocjować około 300 miliardów złotych. Gdy to się uda, wówczas możemy się zająć innymi sprawami.

MP: W kwestii In vitro?

AS: Należę do liberalnej części partii PO. Mam 4 dzieci, 2 wnuków i kompletnie nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Mogę sobie wyobrazić, jakie katusze przechodzą ludzie, którzy nie mogą ich mieć, Znam osobiście takie małżeństwa, dlatego ten temat jest mi bliski. Dlatego jestem twardym zwolennikiem pomagania takim ludziom. In vitro jest potrzebne. Ludzie mają prawo mieć dzieci, a Państwo powinno im w tym pomagać.

MP: Związki partnerskie?

AS: Ze względu na skrajne poglądy, problem został spłaszczony tylko do związków homoseksualnych, a tymczasem ponad 90 % to są związki kobiety i mężczyzny. To jest taki znak czasu, czy my się z tym zgadzamy czy też nie. To jest ewolucja społeczna na całym świecie. W dzisiejszych czasach ta papierkowa formalność jest mniej ważna, ważniejsze jest uczucie i więź, która musi się wzmacniać. Dlatego w nowoczesnych społeczeństwach Zachodu coraz więcej ludzi żyje ze sobą nie mając ślubu. Związek partnerski to element społeczeństwa XXI wieku, a prawo musi odpowiadać na potrzeby ludzi. Nie odwrotnie. Nie toleruję sytuacji, kiedy prawo narzuca zachowanie człowiekowi. Polskie prawo powinno zostać zmienione tak, aby wspomóc tych ludzi, a przede wszystkim, aby dzieci z tych związków nie ponosiły negatywnych konsekwencji wyborów dokonanych przez ich rodziców. Inna historia jest ze związkami homoseksualnymi, w tym zakresie jestem bardziej konserwatywny.

MP: Rynek pracy dla młodych ludzi?

AS: Mamy sytuację dobrą i złą jednocześnie. Z jednej strony bardzo radykalnie obniżyliśmy bezrobocie wśród młodych ludzi. Z drugiej zaś - te ponad 20% bezrobocia, to i tak jest dużo. Oprócz tych rozwiązań, które do tej pory wprowadzaliśmy (dofinansowanie kierunków zamawianych, przepisy dotyczące ubezpieczeń społecznych, dofinansowania dla młodych przedsiębiorców), stworzyłem projekt o wakacjach ubezpieczeniowych. Planujemy też kolejne rozwiązania i projekty, np. o stworzeniu funduszu przedsiębiorczości dla ludzi ze wsi i małych miasteczek, na który chcemy przeznaczyć miliard złotych. To będzie szeroki wachlarz pomocy młodym ludziom – absolwentom, ale też studentom. Chcemy zmienić formę realizowania staży oraz zmiany w prawie pracy, m.in. odnawialną umowę sezonową.

Pytania od publiczności

- W kwestii kierunków zamawianych - jako wykładowca zauważam pewną tendencję, że absolwenci tychże kierunków mogą mieć problem ze znalezieniem pracy, bo będzie ich za dużo. Nie ma co ukrywać, że wiele osób decyduje się na nie ze względu na korzystne warunki finansowe. Ten oferowany tysiąc złotych często jest kartą przetargową, ale to obserwacja i zauważenie problemu, nie pytanie. Pytania mam dwa: Wrocław ma Schetynę, Gdańsk ma Tuska, dlaczego w Wielkopolsce od kilkunastu lat nie możemy się doczekać lidera na miarę premiera, wicepremiera, osoby, która rzeczywiście rozdaje karty w rządzie i tym samym mogła by pomóc w promowaniu naszego regionu? Druga kwestia - jak to się dzieje, że ja jako przedsiębiorca będę za chwilę musiał zapłacić kilka tysięcy kary za niewłaściwą pieczątkę? Kiedy wejdą w życie konkretne rozwiązania, które ułatwią życie przedsiębiorcom?

AS: Pozwolę sobie nie zgodzić się z tezą na temat kierunków zamawianych. Jeżeli chodzi o oświatę, to my musimy patrzeć nie na to co dzieje się dzisiaj, czy jutro, ale na to, co będzie popojutrze. Dwie dziedziny wymagają długofalowego planowania i działania - to jest kwestia ubezpieczeń społecznych i oświaty. Wszystko co się w tych sprawach zrobi dzisiaj, będzie widoczne dopiero za 15, 20 lat. Działania w zakresie kierunków zamawianych nie będą więc widoczne od razu. My patrzymy na doświadczenia krajów Europy Zachodniej. Jest nadmiar humanistów, a deficyt absolwentów kierunków technicznych. Po trzydziestu latach przywróciliśmy matematykę jako obowiązkowy przedmiot maturalny. Cały proces uprzemysławiania Polski, mechanizmy i instrumenty, które mają ściągać inwestorów do naszego kraju, sprawia, że nie obawiam się o przyszłość absolwentów kierunków zamawianych. W ostateczności, gdyby miejsc pracy dla nich zabrakło, znajdą pracę za granicą.

Jeśli chodzi o pytanie o Wielkopolan: my z Wielkopolski jesteśmy nauczeni mrówczej pracy i osiągamy pewne efekty, ale nie jesteśmy od cwaniackiego rozpychania się łokciami. Może to pozytywistyczne podejście czasem nam przeszkadza w osiąganiu sukcesów, ale czy to jest złe? Polityk zawsze musi mieć w sobie chęć robienia kariery. Polityk, który nie ma takich ambicji nic nie osiąga, ale czy to ma być cel? Odpowiadając na pytanie – tak, wśród Wielkopolan niewielu udało się zrobić karierę, choć warto wspomnieć o Suchockiej. Ale z drugiej strony czy my jako Wielkopolska szczególnie tracimy na tym? Ja nie widzę tych strat.

W kwestii pieczątek, to jest świetny przykład dla pokazania, jak w Polsce trudno pracować pro publico bono. Próbowałem kiedyś stworzyć projekt o zniesieniu w naszym kraju pieczątek, co za granicą jest już dość powszechne. Pieczątka jest takim drobiazgiem, który może być ważny tylko w symbolice. Tymczasem zdarza się dość często, że media rozgłaszają często sprawy mniej istotne, natomiast ważne, fundamentalne w sensie filozoficznym i ekonomicznym, jak wprowadzona dwa lata temu ustawa o domniemaniu uczciwości, czy wprowadzaniu kultury oświadczenia, a nie zaświadczenia, często przechodzą bez echa. Wspomniana ustawa jest realizowaniem w rzeczywistości idei państwa zaufania do obywateli. Zawsze było tak, że to państwo nam nie ufało. Zmiana ta istotna jest także pod względem finansowym. Dała 1,5 miliarda złotych. Wreszcie zaczynamy budować państwo, które nam ufa. Znam przede wszystkim opinie, że się nic nie zrobiło, taką mamy rzeczywistość. W Polsce oprócz biadolenia i narzekania, mamy cechę taką, że ciągle powielamy rzeczy, które znamy. Spotykam się często z niezadowoleniem i krytyką. Mamy często sytuację, że dokonujemy zmian i często nie ma pozytywnego efektu, bo ludzie nie przyjmują tych zmian. Ciągle powtarzam – nie wystarczy dokonywać zmian w prawie, ale także w świadomości ludzi i zmiany ich zachowań.

- Usłyszałem dziś o projekcie "Anioły Biznesu", czy mógłby Pan przybliżyć jego ideę?

AS: Chcę stworzyć projekt, który roboczo nazywam "Akademią Myśli Gospodarczej", wzorowany na tym, co jest normą na zachodzie. "Anioły Biznesu" to projekt bardzo popularny poza granicami naszego kraju, który polega na tym, że starsi, doświadczeni pracownicy przekazują swoją widzę młodym osobom. Chciałbym podobny projekt stworzyć w Polsce. Nie ma nic gorszego dla człowieka bardzo aktywnego, jak przejście na emeryturę. Proszę zwrócić uwagę jak rozrastają się i prężnie działają Uniwersytety Trzeciego Wieku. Kiedyś osoba starsza kojarzyła nam się z postacią siedzącą na ławce przed domem lub wyglądająca przez okno. Cały czas trzeba kłaść nacisk na to, aby dać tym ludziom zajęcie. Gdybyśmy nie potrafili ich zaktywizować, musieliby oni wrócić na te ławki. Mój pomysł jest taki, aby tych wszystkich ludzi posiadających wiedzę i doświadczenie, zachęcić do tego, żeby przekazywali to młodym ludziom i realizowali się w tej "Akademii Myśli Gospodarczej".

- Wydłuża się wiek przejścia na emeryturę. Czy nie jest to problem dla młodych ludzi, którzy również przez to nie mają pracy?

AS: Każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony można mówić, że te osoby zajmują miejsca pracy, a drugiej - im ludzie krócej pracują, tym więcej muszą wydawać na ich utrzymanie ludzie młodzi. Trzeba by było podnieść składki ubezpieczeniowe itp. Demografia nam się pogarsza. Gdybyśmy chcieli utrzymać trend, że kobiety w wieku powiedzmy 52, a mężczyźni w wieku 56 lat przechodzą na emeryturę, to społeczeństwo by zbankrutowało. Bo nie byłoby komu generować tych pieniędzy.

- A co z kwestią OFE i ZUS?

AS: OFE nikt nie zlikwidował i nikt nie chce zlikwidować. Była modernizacja w dwóch kwestiach – primo, jeżeli chodzi o składki. Z 7% opłaty od składki ubezpieczeniowej zeszliśmy do 3 %, co jest i tak moim zdaniem dużo, zwłaszcza jeżeli chodzi o tę cześć inwestowaną w obligacje, które są papierami dłużnymi Państwa. Tu nie ma filozofii. Natomiast jeśli chodzi o zmodernizowany II filar -to jest rynek tak pasywny. Nie ma więc większego znaczenia kto to prowadzi, ale radykalnie taniej wychodzi, gdy jest to realizowane przez ZUS. Dość powiedzieć, że tylko na zmianach i tych korektach oszczędzamy 18 miliardów złotych. Te zaoszczędzone pieniądze idą do ubezpieczonych, a nie do Skarbu Państwa. Tylko na zmianach dotyczących emerytur pomostowych do roku 2020 oszczędzimy 25 miliardów złotych. Na zachodzie wszystkie programy i projekty są nastawione na to, aby człowieka jak najdłużej zachować w pracy, a u nas odwrotnie. To są anachronizmy, a jeżeli chcemy budować Państwo bogate i aby ludzie pracowali na własną a nie cudzą emeryturę, to te zmiany są konieczne.

- Chciałbym nawiązać do tego o czym Pan poseł wspomniał – o demografii, gdyż jak się okazuje, Polki mieszkające w Anglii rodzą więcej dzieci niż te w Polsce. Czy będą podejmowane jakieś działania, aby tę sytuację zmienić?

AS: To jest bardzo poważna kwestia. Społeczeństwo musi się odradzać, aby mogło się rozwijać oraz uczciwie i sprawiedliwie dawać możliwość samorealizacji ludziom w każdym wieku. Dlatego w naszym programie ta kwestia jest obecnie bardzo ważna. Chcemy wprowadzić nowe przepisy dotyczące oświaty, opieki nad dzieckiem. Zresztą już kilka pomysłów wprowadziliśmy - kwestia przepisów dotyczących niań. Samo rozwiązanie kwestii przedszkoli jest szalenie ważne, ale oczywiście nie zamyka problemu. Opieka dzienna nad dziećmi - państwo dopłaca do zatrudnienia niani. Jeżeli ktoś zatrudni nianię, to dostanie refundację podatku ubezpieczeń społecznych. Te przepisy obowiązują od 1 października. Matka może być opiekunką gdy zaopiekuje się co najmniej piątką dzieci. Tych rozwiązań wprowadzamy bardzo dużo. Wydłużenie okresu urlopu macierzyńskiego, czy wprowadzenie urlopu tacierzyńskiego. My nie tylko mówimy, że chcemy coś zrobić, ale to robimy, a w planach są kolejne propozycje, między innymi zwiększenie zasiłku rodzinnego na dzieci. Chcemy wprowadzić ulgę podatkową dla rodzin wielodzietnych. Naszym celem jest do doprowadzenia do modelu 2+2, aby sytuacja demograficzna się nie pogorszała.

Wyświetleń: 538  |  Komentarzy: 0
WASZE KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ

Treść komentarza:

Jeżeli chcesz skomentować artykuł, zaloguj się. Jeżeli nie jesteś jeszcze mieszkańcem naszej okolicy kliknij tu, aby do nas dołączyć.